Agriteo

Dlaczego Ceny Owoców Są Niskie Mimo Strat? Mechanizm 2026

Bartłomiej Siedlecki

25 sierpnia 2026

Dlaczego Ceny Owoców Są Niskie Mimo Rekordowych Strat po Przymrozkach

Ceny owoców są w tym sezonie niskie mimo rekordowych strat, bo rynek zareagował na wczesne, katastroficzne szacunki, a nie na rzeczywiste zbiory. Gdy w maju mówiło się o 90-procentowych stratach, sieci handlowe zakontraktowały import. Gdy w sierpniu okazało się, że owoców jest więcej, niż zapowiadano, importowany towar był już w drodze, a polski trafił na rynek, który zdążył się zapełnić.

Efekt widać w skupach. W sierpniu 2026 r. w okolicach Sandomierza za jabłka przemysłowe oferowano 55 do 60 groszy za kilogram. Sadownik, który wiosną słyszał, że straci prawie wszystko, jesienią sprzedaje towar poniżej kosztów produkcji.

To nie jest artykuł o tym, że ktoś kłamie. To artykuł o mechanizmie, przed którym ostrzegali sami sadownicy, i o tym, co możesz zrobić, żeby następnym razem nie być po stronie przegranej.

Kluczowe informacje

  • Komisje szacowały straty po kwietniowych przymrozkach na 90 do 100% w wielu gospodarstwach, a Związek Sadowników mówił o kwocie ponad 2 mld zł
  • W maju prognozowano, że zbiory jabłek nie przekroczą 2,5 mln ton. GUS 31 lipca podał niespełna 3,1 mln ton, czyli o około 600 tys. ton więcej
  • Sadownik Jacek Pruszkowski z powiatu grójeckiego apelował już 5 maja: realną ocenę strat da się zrobić dopiero po opadzie świętojańskim, a nawet przy 80% uszkodzeń pozostałe 20% potrafi dać znaczący plon
  • W lipcu na sklepowych półkach dominował import, w tym czereśnie z Grecji i Turcji, mimo trwającego polskiego sezonu
  • Do tego w chłodniach na 1 czerwca 2026 r. leżało jeszcze około 227 tys. ton jabłek z poprzedniego sezonu, o 118,3% więcej niż rok wcześniej

Co naprawdę wydarzyło się wiosną 2026 roku

Zacznijmy od faktów, bo skala szkód była realna i nikt jej nie kwestionuje.

Kwietniowe przymrozki uderzyły w sady w całym kraju. Komisje powołane przez wojewodów szacowały straty w wielu gospodarstwach na 90 do 100%. Najmocniej ucierpiały jeżyny, które w części upraw wymarzły całkowicie, oraz porzeczki czarne. Związek Sadowników Rzeczypospolitej Polskiej mówił o stratach przekraczających 2 mld zł.

Potem doszły kolejne ciosy. Majowa susza ograniczyła dostęp drzew do wody w kluczowym momencie wzrostu owoców, a fale upałów pod koniec czerwca dodatkowo obciążyły osłabione drzewa.

Problem nie leży więc w tym, czy szkody były. Leży w tym, jak szybko i na jakiej podstawie je oszacowano.

Jeden z członków komisji szacujących zwracał uwagę na rzecz podstawową: jedna komisja w jednej gminie szacuje straty w jeden sposób, w sąsiedniej gminie zupełnie inaczej. Brakowało jednolitych wytycznych, a od protokołów zależały wypłaty pomocy.

Głos z branży: "nie pompujmy strat"

Najciekawsze w tej historii jest to, że ostrzeżenie przyszło nie od kupców ani od mediów, tylko od samych sadowników.

Już 5 maja 2026 r., a więc kilka dni po przymrozkach, sadownik Jacek Pruszkowski z powiatu grójeckiego apelował o rozwagę. Jego argumenty były czysto agrotechniczne, nie polityczne.

Po pierwsze, na pełne zbiory składa się tylko niewielki procent zawiązanych kwiatów. Drzewo zawiązuje ich wielokrotnie więcej, niż jest w stanie wyżywić. Dlatego, jak zauważał Pruszkowski, nawet przy 80% uszkodzeń pozostałe 20% potrafi dać znaczący plon.

Po drugie, realną ocenę można zrobić dopiero po opadzie świętojańskim, czyli pod koniec czerwca, gdy drzewo samo zrzuca nadmiar zawiązków. Wcześniejsze szacunki to zgadywanie.

Po trzecie, i to zdanie warto zapamiętać, Pruszkowski przestrzegał: "Bardzo mało osób nam współczuje. Musimy mieć tego świadomość". Innymi słowy, dramatyczne komunikaty nie budują poparcia, tylko podkopują wiarygodność branży.

Pruszkowski nie był przeciwny pomocy publicznej. Uważał, że powinna się opierać na rzetelnych danych, a nie na apelach składanych zanim ktokolwiek zdążył policzyć owoce na drzewach.

Podobny apel krążył w branży pod hasłem "nie pompujmy strat po mrozie". Nie chodziło o umniejszanie szkód, tylko o kolejność: najpierw policz, potem ogłaszaj.

Jak rozjechały się prognozy

Tu przechodzimy do liczb, które są sednem całej sprawy.

Prognozy zbiorów jabłek w Polsce w 2026 roku
– Maj 2026, szacunki branżowe: zbiory mogą nie przekroczyć 2,5 mln ton przy potencjale 5 mln ton
– Sierpień 2026, wstępna prognoza WAPA z Prognosfruit: spadek produkcji w Polsce nawet o 29,9%
– 31 lipca 2026, szacunek GUS: niespełna 3,1 mln ton, spadek o 19,5% rok do roku

Różnica między majowym "może nie przekroczą 2,5 mln ton" a lipcowym szacunkiem GUS to około 600 tys. ton. To mniej więcej tyle, ile w całym sezonie eksportuje się z Polski na niektóre duże rynki.

Zauważ też rozjazd między WAPA a GUS. Wstępna prognoza WAPA mówiła o spadku sięgającym 29,9%, a dokładniejszy, późniejszy szacunek GUS o 19,5%. Obie liczby są prawdziwe w swoim momencie, ale opisują inną rzeczywistość.

Spadek o jedną piątą to dużo. Nie jest to jednak to samo co katastrofa, którą zapowiadano wiosną. A rynek podejmował decyzje właśnie na podstawie tej wiosennej wersji.

Co w tym czasie robią sieci handlowe

Sieć handlowa nie może pozwolić sobie na puste półki w środku sezonu. Gdy w maju słyszy, że polskich owoców praktycznie nie będzie, robi jedyną racjonalną rzecz z własnej perspektywy: zabezpiecza dostawy gdzie indziej.

Kontraktacja importu to proces, który wyprzedza sezon o miesiące. Organizacja branżowa KUPS zwracała uwagę, że wymuszanie decyzji zakupowych przed sezonem, na przykład już w marcu, mogłoby doprowadzić do bankructwa nawet połowy firm w sektorze, bo branża potrzebuje elastyczności wobec zmian na rynkach zagranicznych.

Skutek widać było gołym okiem w pełni polskiego sezonu. W artykule z 15 lipca 2026 r. portal Sady Ogrody opisywał, że na sklepowych półkach dominuje import, mimo że krajowi producenci mieli towar gotowy do sprzedaży.

Dotyczyło to nie tylko owoców. Import obejmował czereśnie z Grecji i Turcji, ale też ogórki gruntowe, kapustę, paprykę i pomidory. Jedna z sieci tłumaczyła brak polskich czereśni niewystarczającą podażą krajową wobec popytu.

I tu jest sedno problemu. Deklaracja o niewystarczającej podaży opierała się na obrazie rynku sprzed kilku miesięcy, a nie na tym, co faktycznie wyrosło.

Efekt: więcej towaru, niższa cena

Gdy import jest już zakontraktowany, a polskie zbiory okazują się wyższe od katastroficznych prognoz, na rynku pojawia się nadwyżka. Cena robi to, co zawsze robi przy nadwyżce.

Wyobraź sobie Andrzeja, sadownika z okolic Sandomierza. W maju komisja oszacowała jego straty na 85%. Nie ubezpieczał się od przymrozków, więc liczył na pomoc publiczną i na to, że resztę nadrobi wysoka cena, skoro towaru w kraju ma być mało.

W sierpniu okazało się, że zebrał znacznie więcej, niż zakładał. Pozostałe kwiaty zawiązały owoce lepiej, niż ktokolwiek przewidywał. Pojechał do skupu z pierwszą partią przemysłówki i usłyszał 57 groszy za kilogram, czyli cenę poniżej progu opłacalności przy jego kosztach zbioru i transportu.

Andrzej jest scenariuszem ilustracyjnym, ale liczby są prawdziwe. W sierpniu 2026 r. skupy w okolicach Sandomierza oferowały za jabłka przemysłowe 55 do 60 groszy za kilogram. W skali kraju stawki mieściły się zwykle w przedziale 0,60 do 0,70 zł/kg, z różnicami regionalnymi.

Dla porównania, w tym samym czasie jabłka deserowe na rynku hurtowym w Broniszach notowano po 2,00 do 4,00 zł/kg, a na targach detalicznych bywało i 8 do 10 zł/kg. Ta przepaść między przemysłówką a deserem jest w tym sezonie kluczowa i wrócimy do niej niżej.

Do nadwyżki z pola doszedł jeszcze jeden czynnik, o którym łatwo zapomnieć. Na 1 czerwca 2026 r. w polskich chłodniach leżało około 227 tys. ton jabłek z poprzedniego sezonu, o 118,3% więcej niż rok wcześniej.

Nowy sezon startował więc na rynku, który nie zdążył się opróżnić.

Kto naprawdę traci na tym mechanizmie

Warto powiedzieć wprost: na tym układzie nie traci sieć handlowa ani importer. Traci producent, i to podwójnie.

Traci raz, bo sprzedaje w warunkach nadpodaży, której sam pomógł nieświadomie wytworzyć. Traci drugi raz, bo kolejnym razem jego komunikaty o stratach będą traktowane z mniejszą uwagą. Dokładnie o tym mówił Pruszkowski, ostrzegając przed utratą wiarygodności.

Jest jeszcze trzeci, mniej oczywisty koszt. Gdy branża skupia się na komunikowaniu strat, nie inwestuje w to, co realnie ogranicza ryzyko. Według eksportera Jakuba Krawczyka z firmy Appolonia siatkami przeciwgradowymi zabezpieczonych jest w Polsce tylko około 20% producentów, podczas gdy we Włoszech, Francji i Niemczech odsetek ten jest kilkukrotnie wyższy.

To jest liczba, która mówi więcej o przyszłości polskiego sadownictwa niż jakikolwiek protokół strat. Gradobicie w kraju, gdzie 80% sadów nie ma osłon, będzie zawsze klęską. W kraju, gdzie ma je większość, jest kłopotem.

Jeśli chcesz przestać zależeć od tego, co zaoferuje najbliższy skup, zacznij od poszerzenia grona odbiorców. Na giełdzie owocowej Agriteo wystawisz ofertę widoczną dla firm handlowych i przetwórni z całej Polski, a nie tylko dla tych, którzy akurat są po drodze.

Dlaczego rozdzielenie towaru ma teraz większe znaczenie niż zwykle

Wróćmy do przepaści cenowej, bo w sezonie nadpodaży to ona decyduje o wyniku gospodarstwa.

Cena jabłek według przeznaczenia, sierpień 2026
– Przemysłowe, do przetwórstwa: 0,55 do 0,70 zł/kg zależnie od regionu
– Deserowe, rynek hurtowy w Broniszach: 2,00 do 4,00 zł/kg zależnie od odmiany

To różnica od trzy- do siedmiokrotnej za owoc z tego samego sadu. W sezonie, w którym cena przemysłówki spada poniżej kosztów zbioru, każdy kilogram przesunięty do kanału deserowego robi realną różnicę.

Weźmy Halinę, producentkę z Lubelszczyzny. Po przymrozkach jej sad wyglądał źle, więc założyła, że cały plon pójdzie do przetwórni, i nie planowała sortowania.

W lipcu zobaczyła, że owoce, które zostały, wyrosły dorodne, bo drzewo miało ich mniej do wyżywienia. Zmieniła decyzję, wynajęła sortownię na trzy dni i rozdzieliła partię. Około 40% towaru spełniło wymagania rynku świeżego, a przy różnicy rzędu 2 zł na kilogramie te trzy dni zwróciły się wielokrotnie.

To zresztą druga rzecz, o której mówił Pruszkowski, choć nie wprost. Mniejsza liczba zawiązków oznacza często lepszy kaliber i wyższą jakość tego, co zostało. Sezon po przymrozkach bywa gorszy ilościowo, ale lepszy jakościowo, a to zupełnie zmienia strategię sprzedaży.

Jeśli chcesz śledzić rynek bez codziennego przeglądania ofert, Konto Premium wyśle Ci powiadomienie, gdy pojawi się zapytanie pasujące do Twoich kryteriów. W sezonie, w którym ceny zmieniają się z tygodnia na tydzień, to różnica między reagowaniem a przegapianiem.

Co możesz zrobić w kolejnym sezonie

Nie masz wpływu na to, co ogłoszą komisje ani co zakontraktują sieci. Masz wpływ na cztery rzeczy.

  1. Nie ogłaszaj strat przed opadem świętojańskim. Do końca czerwca nie wiadomo, ile drzewo faktycznie utrzyma. Wcześniejsze deklaracje są zgadywaniem, które wraca do Ciebie w postaci ceny.
  2. Sortuj, nawet jeśli sezon zapowiada się słabo. Przy trzy- do siedmiokrotnej różnicy między przemysłówką a deserem rezygnacja z sortowania to najdroższa oszczędność w gospodarstwie.
  3. Rozłóż sprzedaż na kilku odbiorców. Zależność od jednego skupu w sezonie nadpodaży oznacza, że przyjmujesz cenę, jaką usłyszysz. W modelu rozwoju sprzedaży z Akademii Rolnika bezpieczna struktura to około pięciu odbiorców biorących po 20% produkcji.
  4. Traktuj inwestycje w ochronę jako element ceny. Siatki przeciwgradowe i ochrona przeciwprzymrozkowa kosztują, ale w kraju, gdzie ma je tylko co piąty producent, ich brak jest dziś główną przyczyną powtarzalnych klęsk.

Do tego jedna rzecz na już. Gdy rynek jest niestabilny, pojawia się więcej firm handlowych działających krótko i oferujących atrakcyjne ceny. Zanim wyślesz większą partię komuś, kogo nie znasz, sprawdź jego wiarygodność. Przy cenie 57 groszy za kilogram brak zapłaty za dostawę boli podwójnie.

FAQ

Dlaczego ceny jabłek są niskie, skoro zbiory są mniejsze?

Bo rynek zareagował na wiosenne, katastroficzne prognozy, a nie na rzeczywiste zbiory. Sieci handlowe zakontraktowały import, gdy mówiło się o stratach sięgających 90%. Gdy okazało się, że zbiory są wyższe od zapowiadanych, importowany towar był już zamówiony. Do tego doszły duże zapasy z poprzedniego sezonu, około 227 tys. ton jabłek w chłodniach na 1 czerwca 2026 r.

Czy sadownicy naprawdę zawyżają straty?

Nie ma dowodów na to, że robią to celowo czy powszechnie, i nie taka jest teza tego artykułu. Udokumentowany jest natomiast spór wewnątrz branży o moment i metodę szacowania. Sadownik Jacek Pruszkowski apelował 5 maja 2026 r. o ostrożność, wskazując, że rzetelna ocena jest możliwa dopiero po opadzie świętojańskim. Członkowie komisji zwracali też uwagę na brak jednolitych wytycznych między gminami.

Ile wyniosły straty po przymrozkach w 2026 roku?

Komisje szacowały straty w wielu gospodarstwach na 90 do 100%, a Związek Sadowników mówił o kwocie przekraczającej 2 mld zł. Ostateczny szacunek GUS z 31 lipca 2026 r. wskazał spadek zbiorów jabłek o 19,5% rok do roku, do niespełna 3,1 mln ton.

Kiedy można rzetelnie ocenić straty w sadzie?

Po opadzie świętojańskim, czyli pod koniec czerwca, gdy drzewa naturalnie zrzucają nadmiar zawiązków. Wcześniej nie wiadomo, ile owoców drzewo faktycznie utrzyma, bo pełne zbiory pochodzą tylko z niewielkiego procentu zawiązanych kwiatów.

Dlaczego w sklepach są owoce z importu w czasie polskiego sezonu?

Bo kontraktacja importu wyprzedza sezon o miesiące. Decyzje zakupowe zapadają wtedy, gdy jedyną dostępną informacją są prognozy. W lipcu 2026 r. na półkach dominował import, w tym czereśnie z Grecji i Turcji, a sieci tłumaczyły to niewystarczającą podażą krajową.

Co zrobić, żeby nie sprzedawać poniżej kosztów?

Rozdziel towar na klasy jakości przed sprzedażą, bo różnica między jabłkiem przemysłowym a deserowym sięga w tym sezonie od trzech do siedmiu razy. Porównaj przy tym oferty więcej niż jednego odbiorcy i nie opieraj całej sprzedaży na jednym skupie.

Podsumowanie

Sezon 2026 pokazał mechanizm, który powtarza się po każdej większej klęsce pogodowej. Wczesne, dramatyczne szacunki strat trafiają do mediów i do decydentów, a sieci handlowe, które muszą zapewnić ciągłość dostaw, kontraktują import.

Potem rzeczywiste zbiory okazują się wyższe od prognoz. Na rynku robi się tłok, a cena spada poniżej kosztów produkcji.

Najważniejsze jest jednak to, że ostrzeżenie przyszło z wewnątrz branży, i to na długo przed żniwami. Apel o to, żeby liczyć przed ogłaszaniem, nie był atakiem na sadowników. Był próbą ochrony ich ceny.

Na kolejny sezon zostają cztery wnioski: nie deklaruj strat przed końcem czerwca, sortuj towar nawet przy słabych zapowiedziach, rozłóż sprzedaż na kilku odbiorców i traktuj ochronę sadu jako inwestycję w cenę, a nie koszt.

Chcesz zobaczyć, ile realnie oferują za Twoje owoce odbiorcy z całej Polski, zanim przyjmiesz cenę z najbliższego skupu? Załóż darmowe konto na Agriteo i wystaw pierwsze ogłoszenie w kilka minut.

Inteligentnagiełda rolna

Handel płodami rolnymi szybszy i bardziej efektywny!

Dodawaj bez limitów ogłoszenia o chęci sprzedaży i chęci zakupu produktów rolnych.

Rolnictwo

Zobacz również